RAMADAN – czy i jak wpływa na życie osób nieposzczących? (cz. 2)

Ramadan cz. 2 - profilowe

Zgodnie z obietnicą i nawiązując do wstępu w części 1-szej, mam dla was konkrety.

Usiądźcie wygodnie i poczytajcie o tym, jak nasze codzienne życie zmienia się w Ramadanie.

  1. Zjadamy w domu wszystkie posiłki tak jak do tej pory. Piję w domu moją poranną kawę. Smakuję potrawy w trakcie gotowania. Wszystko dozwolone, tak długo, jeśli odbywa się w zaciszu własnego domu, bez świadków w postaci osób poszczących.
  2. Od świtu do zmierzchu nie jemy posiłków na zewnątrz, tzn. w restauracjach, w kawiarniach, w samochodzie, na spacerze, w supermarkecie. Większość lokali gastronomicznych jest zamkniętych w ciągu dnia. Wyjątkiem są te, które otrzymały specjalne pozwolenie i albo sprzedają posiłki wyłącznie na wynos, z dostawą do domu albo serwują je na miejscu, szczelnie osłonięte przed wzrokiem poszczących. Lokale takie łatwo rozpoznać po zasłoniętych roletami oknach, parawanach poustawianych wokół stolików i zasłonach okrywających ekspozycje jedzenia. Lista takich miejsc jest również ogłaszana na krótko przed Ramadanem. Niespecjalnie z niej korzystamy. Po prostu w ciągu dnia jemy posiłki w domu, a jeśli zechcemy zjeść w knajpce, czekamy cierpliwie do wieczora.
  3. Ramadan (cz.2 w tekście)Niejednokrotnie bywaliśmy w hotelach w czasie Ramadanu, gdzie z kolei jadłodajnie serwują śniadania i inne bufety zgodnie z rozkładem dnia, ale i tutaj wszystko odbywa się za zasuniętymi kotarami.
  4. Nie pijemy wody na zewnątrz, nawet w trakcie uprawiania jakiegoś sportu. Zwykle biegam wieczorem – po zachodzie słońca picie napojów w miejscach publicznych jest dozwolone.
  5. A skoro o napojach mowa – wcześniej bywało tak, że sklepy z mocniejszymi trunkami były zamykane na czas Ramadanu. Tym, którym zależało na pełnym barku, musieli zrobić zapasy na cały miesiąc. Zapasy jednak często kończyły się przed upływem miesiąca. W tej sytuacji nieoceniona była tzw. pomoc sąsiedzka albo solidarność znajomych w trudnych chwilach. Popularnym zjawiskiem były domówki, na które każdy znosił resztki z domu i dzielił się z przyjaciółmi. Dziś zdaje się, że niektóre sklepy są czynne, jedynie zmieniają się godziny otwarcia.
  6. W pracy nie pijemy kawy przy biurku, nie podjadamy przy komputerze. Dla pracowników nieposzczących są wydzielone pokoje lub strefy, szczelnie zasłonięte, gdzie można zjeść śniadanie czy lunch. Niestety świętowanie urodzin, narodzin, kupna nowego auta – torty, ciasta, czekoladki, wszystko to trzeba sobie odpuścić. Palacze nie pójdą na dymka w przerwie między jednym mailem a drugim. Nie wiem, jak sobie radzą (bo nieszczególnie mnie to interesuje), ale podejrzewam, że desperaci znajdują jakieś tajne sposoby.
  7. Nasi synowie dobrze znają zasady obowiązujące w Ramadanie i po tylu latach przyjmują je ze zrozumieniem i szacunkiem. Zdarzało się, że pozwalaliśmy naszemu młodszemu synowi napić się wody w samochodzie (małym dzieciom wolno), ale zwykle czymś go okrywaliśmy albo schylał się poniżej linii okna. Widuję jednak raz po raz małe dzieci (również arabskie), które bez ograniczeń piją soczki i podjadają smakołyki, kiedy poszcząca mama np. spaceruje po centrum handlowym.
  8. Zarówno w pracy, jak i w szkole zmieniają się godziny. Później zaczynamy (ok. 9.00), wcześniej kończymy (13.30-14.00). Lekcje w szkole są skrócone do pół godziny. Dzieci nieposzczące zjadają szkolny lunch w wyznaczonych miejscach, z dala od dzieci poszczących, które w trakcie przerwy obiadowej zostają w klasie albo idą np. do biblioteki. Muzułmańscy koledzy mojego młodszego syna (w wieku 7-8 lat) z reguły nie poszczą, choć zdarzają się wyjątki. Zwykle są to jednak krótkotrwałe posty, raczej na próbę, by zaspokoić ciekawość dziecka i stopniowo wprowadzać je w temat.
  9. W miejscach publicznych takich jak szkoły, banki, urzędy, szpitale z korytarzy zostają usunięte albo przykryte butle z wodą. Znikają moje ulubione poczęstunkowe termosy z kawą arabską i daktyle.
  10. Pomimo upałów staramy się ubierać „przyzwoiciej”. Co prawda nie jestem osobą, która świeci golizną na lewo i prawo poza Ramadanem, ale w czasie tego szczególnego miesiąca unikam sukienek czy szortów powyżej kolan i raczej przykrywam ramiona. Nieprawdą jest, że w Ramadanie muszę nosić abaję i szejlę. Ani przed, ani w trakcie, ani po. Natomiast, mogę, jeśli mam na to ochotę.
  11. W miejscach pracy, szkołach, w społecznościach, gronie przyjaciół odbywają się tzw. Iftary, czyli uroczyste kolacje po zachodzie słońca przełamujące całodzienny post. Restauracje prześcigają się w ofertach na bufety iftarowe; gdzieniegdzie rezerwację trzeba zrobić z dużym wyprzedzeniem. Pomimo tego, że nie pościmy w ciągu dnia, jemy od czasu do czasu Iftar – i to jest jeden z moich ulubionych elementów uczestnictwa osób nieposzczących w Ramadanie.
  12. Korzystamy ze spokojniejszych okresów na drogach i w sklepach, żeby bez tłumów zrobić zakupy albo przypomnieć sobie, jak to jest pojeździć sobie niemalże pustą autostradą. Taki moment następuje w okolicach modłów o zmierzchu i Iftaru właśnie, kiedy to poszczący zasiadają do stołów. Miasta i centra handlowe zamieniają się w miejsca widma.
  13. Analogicznie, unikamy miejsc publicznych w godzinach wieczornych, po Iftarze i dalej, gdyż wtedy dopiero zaczyna się „bal” do rana. Restauracje i sklepy pootwierane są do późnych godzin nocnych; na plażach i w parkach panuje iście karnawałowa atmosfera.
  14. Jesteśmy bardziej czujni na drogach, bo zaspani albo niewyspani, głodni, odwodnieni i poirytowani poszczący mogą być nieprzewidywalnymi kierowcami.
  15. Cieszymy się na ramadanowe i eidowe (Eid – święto wieńczące Ramadan) promocje w sklepach, ale tłumy, szczególnie tuż przed Eid’em są odstraszające. W czasie Eid’u Muzułmanie przywdziewają nowe szaty i biżuterie, dzieci otrzymują pieniądze, słodycze i inne prezenty. To co się dzieje w sklepach przed Eid’em przypomina naszą gorączkę zakupową przed Bożym Narodzeniem.

Wysoki Sądzie przyznaję się do winy:

Pomimo tego, że znamy zasady i na ogół pamiętamy, że oto funkcjonujemy teraz w szczególnym czasie i okolicznościach, ponieważ post nas bezpośrednio nie dotyczy, zdarza się, że po prostu bezwiednie „strzeli się gafę”. Automatyczne sięganie po butelkę wody w samochodzie, wypluwanie odświeżającego miętusa, czy w porę udaremniona próba słodkości winogron w markecie – podejrzewam, że nie tylko mnie zdarzyły się takie wpadki. Siła przyzwyczajeń, a nie brak poszanowania zasad!

I przyznaję się bez bicia – zdarzyło mi się zdesperowanej wziąć łyk wody w przymierzalni sklepowej i w toalecie, oczywiście tam, gdzie nikt nie widział. Suche bułki z supermarketu, pizzę na wynos i zimnego, wystygniętego Mac’a też jedliśmy skuleni pod siedzeniem samochodu na środku jakiegoś totalnego pustkowia. Trzeba było rodzinę nakarmić!

Ale o tym ciiiiiiiicho sza! Było, minęło, nikt nie widział, uważa się za niebyłe.

Ania

Zajrzyj również